czwartek, 20 stycznia 2011

Virginia Woolf: Chwile istnienia

Virginia Woolf: Chwile istnienia

„Chwile istnienia” Virginii Woolf to bardzo ważny zbiór pięciu esejów niepublikowanych za życia pisarki, które doskonale uzupełniają się z „Dziennikami” i gdyby tylko Virginia dłużej mogła nad nimi popracować, stałyby się pewnie częścią jej autobiografii, którą zamierzała napisać.

Od pierwszych bowiem prób literackich wzorując się na ojcu, który był znanym biografem (George Eliot, Alexander Pope, Jonathan Swift, Thomas Hobbes), czuła sentyment do tego rodzaju pisarstwa i to właśnie życiorysy członków rodziny i najbliższych przyjaciół stanowiły sporą część jej wczesnych notatek.

Mając dwadzieścia pięć lat, będąc już w trakcie pisania pierwszej powieści o początkowym tytule „Malymbrosia” – później „The Voyage Out” („Podróż w świat”), zaczęła pisać biografię swojej ukochanej starszej siostry Vanessy, skierowaną do jej mającego się narodzić dopiero dziecka, jak się później okazało syna Juliana. I to właśnie szkic „Wspomnienia”, poniekąd biografia Vanessy, poniekąd autobiograficzne wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości, otwiera cykl esejów „Chwile istnienia”, wydany przez Twój Styl.

Ten pierwszy obraz to olbrzymi wiktoriański dom dzieciństwa Virginii w londyńskiej dzielnicy Kensington, przy ulicy Hyde Park Gate, w którym mieszkało ośmioro dzieci: Laura (1870) – córka Lesliego Stephena z pierwszego małżeństwa; George (1868), Stella(1869) i Gerald (1870) – dzieci Julii Duckworth z pierwszego małżeństwa oraz wspólne dzieci Julii i Lesliego – Vanessa (1879), Thoby (1880), Virginia (1882) i Adrian (1883). Dzieci prowadziły życie zorganizowane z wielką prostotą i regularnością, były nauczane przez rodziców, obsługiwane przez służbę ,grały w krykieta, spacerowały, jeździły corocznie na wakacje do letniego domu Talland House w Kornwalii (od roku 1882r, w którym urodziła się Virginia przez następne 12 lat). Wspomnienia te dotyczą jednak przede wszystkim trzech kobiet: siostry Vanessy, matki Julii Stephen, która przedwcześnie umarła, oraz przyrodniej siostry Stelli Duckworth, na którą przeszły obowiązki ciągnięcia „wózka z młodymi istotami rodziny Stephensów”. Jednak niebawem śmierć brutalnie wkracza ponownie zabierając młodą mężatkę Stellę, i dziedzictwo rodzinnych komplikacji i bólu przypada osiemnastoletniej wówczas Vanessie. Kolejne „siedem smutnych lat” to ciąg nowych traumatycznych przeżyć jakie nie opuszczają od lat sióstr, jednak tym razem nie śmierć jest ich podstawą , a tyrania ojca i molestowanie przez przyrodniego brata Georga.

Kolejne trzy eseje łączą się w tytuł „Szkice dla Klubu Wspomnień” i były pisane na zamówienie w latach 1920 i 1930 dla Klubu będącego przegrupowaniem dawnego przedwojennego Bloomsbury. Teksty te Virginia odczytywała na głos członkom Klubu. To wspomnienia o wprowadzeniu Virginii i Vanessy przez Georga w świat eleganckiego Bloomsbury i inteligentnego Londynu; mało eleganckie stroje zostały zamienione w atłasowe suknie, na szyjach błyszczały drogie kamienie, pod dom podjeżdżały dorożki, a stopniowy sukces towarzyski nadawał promienności zmęczonym smutkiem twarzom sióstr Stephen. Jednak długo trwało nim owy sukces tak naprawdę nastąpił i nim Virginia spotkania towarzyskie traktowała jako coś przyjemnego, bo w początkowym stadium, kiedy jeszcze pojawiała się wszędzie u boku przyrodniego brata Georga, była przez niego wiecznie ganiona i uciszana.

Ostatni, ale zdecydowanie najobszerniejszy i najpiękniejszy tekst to „Szkice z przeszłości”, który pisany był na przełomie lat 1939 i 1940 (ostatni zapisek – cztery miesiące przed śmiercią), ale tak jak pozostałe obejmuje tylko czasy dzieciństwa i panieństwa pisarki. Virginia na początku próbuje zastanowić się nad sposobem, w jaki powinna opisywać siebie, jak tworzyć autobiografię, co brać za wzór, jaki przyjąć schemat. Powodem tych wątpliwości było to, że tak trudno jest opisać jakąkolwiek istotę ludzką: „Nie wiem jak dalece różnię się od innych” – pisała.

Te pierwsze wspomnienia to zmiana pokoju dziecinnego, ciemność, zamieszanie kiedy szło się na górę do łóżka; mama w białym szlafroku na balkonie, kwiaty passiflory w fioletowe prążki pnące się po murze; St. Ives brzęczący, słoneczny, pachnący tyloma zapachami naraz; ogrodnik kopiący grządkę szparagów, służąca trzepiąca dywanik. Wspinanie się po skałach, wdrapywanie na drzewa, przeglądanie się w niedużym lustrze w wieku siedmiu lat … skrępowanie, onieśmielenie, półka obok jadalni. Gerald i jego dłonie … W 1895 roku w maju sielskość się kończy, umiera matka Virginii i ona jako trzynastolatka nie jest w stanie się z tym pogodzić; mama już na zawsze stanie się jej obsesją… Tutaj ponownie Virginia wraca do wielu wspomnień o mamie, jej młodości, pierwszym małżeństwie, ośmiu latach wdowieństwa i kolejnym związku; o jej smutku, prostocie, surowości. O jej śmierci. Bardziej niż w pierwszym eseju rozwinęła wątek narzeczeństwa siostry przyrodniej Stelli, a także jej śmierci trzy miesiące po ślubie. Wówczas Virginia miała piętnaście i pół roku, jej siostra Vanessa osiemnaście i zostały jedynymi kobietami w domu. Kobietami ojca, tymi, które musiały tolerować jego wybuchowe usposobienie, podawać mu podwieczorek, uczestniczyć z nim w środowych nasiadówkach dotyczących rachunków domowych. Jego niezaspokojone pragnienie bycia geniuszem doprowadzało go do dużego przygnębienia, często milczenia i posępności; na co dzień żył jakby na pamięć, pisząc bezustannie palił fajkę i był wtedy zupełnie nieprzystępny. Wraz z jego śmiercią Virginia Woolf odetchnęła z ulgą i zaczęła znacznie intensywniej poświęcać się pisaniu.

W „Szkicach z przeszłości” wyczuwalny jest bardziej niż w poprzednich esejach styl wypracowany przez Virginię przez wiele lat; melodyczny, malowniczy, pełen odniesień do kolorów, zapachów, przeżyć, szczegółów. Charakterystyczny, często lekko rozproszony, ale nigdy chaotyczny. Dla wielu czytelników jednak nudny, wręcz męczący i w żaden sposób niewciągający. Mimo wszystko czytając Woolf czuję się jakbym przesiadła się z pędzącego pociągu na pokład dostojnie wiszącego ponad chmurami balonu. Mnie pisarstwo Woolf nieustannie zachwyca, bo jest na tyle głębokie, że pozwala zobaczyć dno, poczuć, że to już ten moment, po którym nic więcej nie ma. Dalsza decyzja zależy ode mnie. Mogę się odbić albo tam pozostać.

Zdecydowanie „Chwile istnienia” polecałabym raczej tylko wielbicielom Virginii Woolf bądź czytelnikom, którzy po przeczytaniu którejś z jej książek chcieliby zapoznać się z życiorysem pisarki, a obszerna biografia Quentina Bella ich przeraża. Jako dzieło samo w sobie sporej części czytelników zapewne nie zadowoli.

Recenzja Marioli Sznapki
Karuzela kobiecego życia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz