Przenieś się w czasy, kiedy męstwo, romantyzm i brawura były stylem życia!
Rycerze, ich historia i legenda o nich ciągle fascynują współczesne pokolenia. Jacy byli, jak żyli, jakie mieli ideały, jakie były ich atrybuty, czego dokonali, oraz jaki wpływ wywarli na kształt polityki i kultury swoich czasów?
Książka szczegółowo omawia kształtowanie się stanu rycerskiego, wychowanie i styl życia rycerzy. Wiele miejsca poświęcono tu uzbrojeniu, symbolom heraldycznym, strategiom wojskowym, kampaniom wojennym i historii honorowych zakonów rycerskich. Autorzy zaprezentowali europejskie rycerstwo w porównaniu z wojownikami z Japonii, Chin i Indii, a historii rycerstwa polskiego poświęcili osobny rozdział.
Autorzy i konsultanci to międzynarodowy zespół specjalizujących się w historii średniowiecza.
Publikacja stanowi wiarygodne źródło wiedzy przydatnej pasjonatom rycerstwa, a szczególnie członkom grup rekonstrukcji historycznej!
Książka prezentuje:
* obszerne omówienie zagadnień związanych z ideą rycerską i życiem codziennym rycerzy,
* szczegółowy opis uzbrojenia, strategii wojskowych i kampanii wojennych,
* ujęcie historyczne, w tym historię rycerstwa polskiego,
*
* inspiracje rycerstwem w światowej sztuce, literaturze oraz kulturze masowej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą średniowiecze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą średniowiecze. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 grudnia 2011
czwartek, 25 sierpnia 2011
Wojny husyckie
Wojny husyckie (1419-1436) czyli ruch religijno-społeczny w Czechach o silnych akcentach narodowych. Męczeńska śmierć Husa wywołała wzburzenie w Czechach. Zaczęto usuwać księży sprzyjających papiestwu, a kościoły przekazywać duchowieństwu uznającemu naukę Husa. Nastąpiła powszechna sekularyzacja majątków kościelnych. Równocześnie szerzył się ruch społeczno-narodowy. Chłopi wystąpili przeciw feudałom świeckim, niemieckiej szlachcie i cesarzowi. W 1419 r. plebs miejski dokonał pogromu niemieckiego patrycjatu w Pradze i obalił radę miejską. W tym roku umarł król Wacław IV. Prawo do tronu posiadał jego brat znienawidzony w Czechach cesarz Zygmunt Luksemburski. O relizację tego prawa musiał on wystąpić zbrojnie. Poparł go papież zainteresowany w zwalczaniu ruchu husyckiego. Cesarz i papież zorganizowali pięć krucjat przeciw husytom. Wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. W 1422 r. husyci pod dowództwem Jana Żiżki z Trocnowa odnieśli świetne zwycięstwo w bitwie pod Niemieckim Brodem. Odparłszy najazd niemieckim, huscyi wkroczyli do Saksonii, Brandenburgii i Prus. Jednakże brak jedności w obozie husyckim nie pozwolił im odnieść ostatecznego zwycięstwa.
Umiarkowane ugrupowanie utrakwistów (tj. domagających się komunii pod dwiem postaciami), złożone z panów, najbogatszych rycerzy i mieszczan, prócz nabożeństw w języku czeskim i sekularyzacji dóbr kościelnych, nie wysuwało żadnych żądań społecznych i politycznych.
Ugrupowanie taborytów (nazwa od twierdzy Tabor), do którego należeli zubożali rycerze, biedniejsi rzemieślnicy i chłopi domagało się utworzenia wolnych gmin kościelnych bez wyższej hierarchii duchownej, a ponadto głosiła hasła równości i walki z uciskiem.
W Bitwie pod Lipanami (39 maja 1434 r.) oddziały szlachty czeskiej złożonej z katolików i utrakwistów zadały taborytom klęskę. Utrakwiści uznali Zygmunta Luksmeburskiego królem Czech. Po długich tarciach i pertraktacjach Zytgmunt w 1436 r. objął tron Czeski.
W wyniku klęski rewolucyjnego ruchu husyckiego w Czechach ustalił się ustrój stanowy z przewagą szlachty. Program Husa, w którym postulował on równość społeczną nie został urzeczywnistniony. Chłopi w ciągu XV w. popadli w zupełną zależność od szlachty i zostali przywiązani do ziemi. Natomiast zmniejszyły się w Czechach wpływy niemieckie.
źródło: http://www.historia.org.pl/index.php/publikacje/publikacje/redniowiecze/493-wojny-husyckie-1419-1436.html
Umiarkowane ugrupowanie utrakwistów (tj. domagających się komunii pod dwiem postaciami), złożone z panów, najbogatszych rycerzy i mieszczan, prócz nabożeństw w języku czeskim i sekularyzacji dóbr kościelnych, nie wysuwało żadnych żądań społecznych i politycznych.
Ugrupowanie taborytów (nazwa od twierdzy Tabor), do którego należeli zubożali rycerze, biedniejsi rzemieślnicy i chłopi domagało się utworzenia wolnych gmin kościelnych bez wyższej hierarchii duchownej, a ponadto głosiła hasła równości i walki z uciskiem.
W Bitwie pod Lipanami (39 maja 1434 r.) oddziały szlachty czeskiej złożonej z katolików i utrakwistów zadały taborytom klęskę. Utrakwiści uznali Zygmunta Luksmeburskiego królem Czech. Po długich tarciach i pertraktacjach Zytgmunt w 1436 r. objął tron Czeski.
W wyniku klęski rewolucyjnego ruchu husyckiego w Czechach ustalił się ustrój stanowy z przewagą szlachty. Program Husa, w którym postulował on równość społeczną nie został urzeczywnistniony. Chłopi w ciągu XV w. popadli w zupełną zależność od szlachty i zostali przywiązani do ziemi. Natomiast zmniejszyły się w Czechach wpływy niemieckie.
źródło: http://www.historia.org.pl/index.php/publikacje/publikacje/redniowiecze/493-wojny-husyckie-1419-1436.html
"O runach słowiańskich" - W. Cybulski
„Ważność przedmiotu wymaga nader ścisłego obejrzenia się w wszystkich jego szczegółach. Chodzi tu o walkę z stogłówną powagą świata uczonego. Przystoi sumiennemu napastnikowi do walki takiej należycie się przygotować.” Tymi słowy Wojciech Cybulski, piastujący w połowie XIX w. funkcję profesora literatury i języków słowiańskich na Uniwersytecie Wrocławskim zakończył swą pracę O runach słowiańskich. Czy kontynuował krucjatę w imię idei zaprezentowanej w omawianej książce? Tego – niestety - nie wiem. Mało brakowało a mgła zapomnienia okryłaby i cytowaną przeze mnie pozycję. Takiemu rozwojowi wypadków zapobiegło jednak sandomierskie wydawnictwo Armoryka wydając w tym roku reprint pozycji sprzed 150 lat.
Dziełko „O runach słowiańskich” powstało w dobie zaborów i jak wiele mu podobnych przypisać je należy do pokrytego patyną czasu nurtu historyzmu patriotycznego. W owej dobie prócz Rosjan i Czarnogórców pełną wolnością nie cieszył się żaden inny lud naszej rodziny językowej. Nie powinno zatem dziwić, iż liczni słowiańscy naukowcy powodowani szlachetnymi uczuciami chwytali ochoczo pióra by choćby słowem przypomnieć światu o istnieniu jęczących w niewoli narodów. Na ogół efekty ich pracy zasługiwały na najwyższy szacunek, zdarzało się jednak, że nadgorliwość i dobre intencje dominowały nad naukową rzetelnością. Jaką zatem ocenę możemy wystawić doktorowi Cybulskiemu? Pozwólcie, że przed jej ujawnieniem postaram się ją uzasadnić.
Powszechnie znanym jest fakt, że rozliczne społeczności ludzkie od dawien dawna posiadały systemy umożliwiające przekazywanie wiadomości. Jedne z nich bywały z samej swej natury ulotne (jak np. dźwięki tam-tamów czy też arcyoryginalne gwizdy pasterzy z wysp Morza Śródziemnego), inne umożliwiały zachowanie przekazu na trwałe (np. kipu czy tamgi sarmackie). W miarę rozwoju i postępu umysłowego, w wielu miejscach globu ludzie poczęli tworzyć mniej lub bardziej skomplikowane systemy, które śmiało należy określić mianem pisma. Takich ułatwień w komunikacji dorobili się Sumerowie, Egipcjanie, Chińczycy, Grecy, Rzymianie, Aztekowie… Ale oprócz tychże „tytanów cywilizacji” własnymi, często pochodnymi od prawzorów, pismami poszczycić się mogły ludy stosunkowo późno pojawiające się na arenie dziejów. Wśród nich znaleźli się m.in.: Turcy ze swoim kök türk, Germanie z runami, a nawet plemiona nigeryjskie używające pisma zwanego nsibidi. W rozumieniu XIX wiecznych patriotycznie nastawionych historyków czeskich, słowackich, polskich, bułgarskich czy słoweńskich ich przodkowie od zamierzchłych czasów przynależeli do rodziny społeczności o wysokiej kulturze. Cóż jednak począć kiedy brak najistotniejszego, wręcz fundamentalnego dowodu, w postaci słowiańskiego pisma. Jest wprawdzie cyrylica i głagolica lecz są to wynalazki obce i stosunkowo późne. Warto zatem byłoby udowodnić, że wynalazek pisma nie był obcy naszym praszczurom już na długo przed misją morawską. Potrzeba matką wynalazku! Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiły się świadectwa „bezdyskusyjnie” wskazujące na przedchrześcijańską znajomość pisma wśród Słowian.
I w tym momencie musimy wspomnieć o autorze omawianej pozycji, który w kontekście radosnej twórczości kolegów po fachu wykazał się ponadprzeciętną, ba!, wręcz hiperkrytyczną postawą. Na kartach swej pracy bezlitośnie rozprawia się z rzekomymi odkryciami dokonanymi na tzw. hełmach styryjskich oraz na bałwanach „Czarnoboga” sprzed katedry w Bambergu. Wykorzystując współczesną wiedzę wytyka błędy w rozumowaniu zwolenników autentyczności zabytków, a czyni to stanowczo, sprawnie i jednocześnie z poszanowaniem zdania adwersarzy. Zamykając tę część wywodu wspomina, że z pozycji językoznawstwa, archeologii i historii oba świadectwa uznać trzeba za niewiarygodne. Nie jest jednak tak, że ostra krytyka stawia go w rzędzie przeciwników tezy o istnieniu pisma słowiańskiego. O nie! W drugiej części książki rozpatruje najbardziej chyba znane zdarzenie wiązane z artefaktami kojarzonymi z pradawnym pismem Słowian. Rozbiór przypadku tzw. kamieni mikorzyńskich jest najbardziej pasjonującym fragmentem „O runach słowiańskich”. Momentami przypomina prawdziwie sensacyjną historię! Należy również dodać, że Autor nie ograniczył się do wspomnienia o kilku najsłynniejszych zabytkach. Nie poprzestał też na najbardziej kontrowersyjnych, w rodzaju idoli prillwickich. Zakomunikował mianowicie także o tych mniej znanych, ale w jego opinii świadczących na korzyść przypuszczeń o istnieniu w zamierzchłych czasach rodzimego pisma słowiańskiego.
Siła argumentów zawartych w omawianej pracy jest zaiste olbrzymia. Zdaje się, że podczas lektury nawet zaprzysięgli sceptycy napotkać mogą treści, które solidnie zachwieją ich niewzruszonymi dotąd przekonaniami. Taki dreszcz emocji każdemu przydać się może.
Moja opinia o pracy dr W. Cybulskiego nie byłaby pełną gdybym nie wspomniał o jeszcze jednym aspekcie. Otóż, zważywszy na fakt, że książka wyszła spod pióra człowieka żyjącego przed półtora wiekiem, miłym zaskoczeniem jest łatwość z jaką ją się czyta. Każdy, kto choć raz pochylał się nad księgami „popełnionymi” przez autorów oglądających na własne oczy przemarsz Wielkiej Armii lub uczestniczących w wydarzeniach Powstania Listopadowego przyznać musi, że jest to walor niepośledni.
Dobre słowo należy się samemu Wydawnictwu, które specjalizując się w nisko-zyskownych nakładach udostępnia polskiemu czytelnikowi prawdziwe perełki światowej literatury. To naprawdę wielka rzecz.
Kończąc chcę podkreślić, że nie jestem czytelnikiem podatnym na tanie zachwyty i modne fascynacje. Z drugiej strony staram się doceniać wysiłek pisarzy wkładających serce w rozwikłanie tajemnic Historii. Takie credo zobowiązuje mnie do jasnej deklaracji: „O runach słowiańskich” warto mieć w swojej biblioteczce.
Dziełko „O runach słowiańskich” powstało w dobie zaborów i jak wiele mu podobnych przypisać je należy do pokrytego patyną czasu nurtu historyzmu patriotycznego. W owej dobie prócz Rosjan i Czarnogórców pełną wolnością nie cieszył się żaden inny lud naszej rodziny językowej. Nie powinno zatem dziwić, iż liczni słowiańscy naukowcy powodowani szlachetnymi uczuciami chwytali ochoczo pióra by choćby słowem przypomnieć światu o istnieniu jęczących w niewoli narodów. Na ogół efekty ich pracy zasługiwały na najwyższy szacunek, zdarzało się jednak, że nadgorliwość i dobre intencje dominowały nad naukową rzetelnością. Jaką zatem ocenę możemy wystawić doktorowi Cybulskiemu? Pozwólcie, że przed jej ujawnieniem postaram się ją uzasadnić.
Powszechnie znanym jest fakt, że rozliczne społeczności ludzkie od dawien dawna posiadały systemy umożliwiające przekazywanie wiadomości. Jedne z nich bywały z samej swej natury ulotne (jak np. dźwięki tam-tamów czy też arcyoryginalne gwizdy pasterzy z wysp Morza Śródziemnego), inne umożliwiały zachowanie przekazu na trwałe (np. kipu czy tamgi sarmackie). W miarę rozwoju i postępu umysłowego, w wielu miejscach globu ludzie poczęli tworzyć mniej lub bardziej skomplikowane systemy, które śmiało należy określić mianem pisma. Takich ułatwień w komunikacji dorobili się Sumerowie, Egipcjanie, Chińczycy, Grecy, Rzymianie, Aztekowie… Ale oprócz tychże „tytanów cywilizacji” własnymi, często pochodnymi od prawzorów, pismami poszczycić się mogły ludy stosunkowo późno pojawiające się na arenie dziejów. Wśród nich znaleźli się m.in.: Turcy ze swoim kök türk, Germanie z runami, a nawet plemiona nigeryjskie używające pisma zwanego nsibidi. W rozumieniu XIX wiecznych patriotycznie nastawionych historyków czeskich, słowackich, polskich, bułgarskich czy słoweńskich ich przodkowie od zamierzchłych czasów przynależeli do rodziny społeczności o wysokiej kulturze. Cóż jednak począć kiedy brak najistotniejszego, wręcz fundamentalnego dowodu, w postaci słowiańskiego pisma. Jest wprawdzie cyrylica i głagolica lecz są to wynalazki obce i stosunkowo późne. Warto zatem byłoby udowodnić, że wynalazek pisma nie był obcy naszym praszczurom już na długo przed misją morawską. Potrzeba matką wynalazku! Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiły się świadectwa „bezdyskusyjnie” wskazujące na przedchrześcijańską znajomość pisma wśród Słowian.
I w tym momencie musimy wspomnieć o autorze omawianej pozycji, który w kontekście radosnej twórczości kolegów po fachu wykazał się ponadprzeciętną, ba!, wręcz hiperkrytyczną postawą. Na kartach swej pracy bezlitośnie rozprawia się z rzekomymi odkryciami dokonanymi na tzw. hełmach styryjskich oraz na bałwanach „Czarnoboga” sprzed katedry w Bambergu. Wykorzystując współczesną wiedzę wytyka błędy w rozumowaniu zwolenników autentyczności zabytków, a czyni to stanowczo, sprawnie i jednocześnie z poszanowaniem zdania adwersarzy. Zamykając tę część wywodu wspomina, że z pozycji językoznawstwa, archeologii i historii oba świadectwa uznać trzeba za niewiarygodne. Nie jest jednak tak, że ostra krytyka stawia go w rzędzie przeciwników tezy o istnieniu pisma słowiańskiego. O nie! W drugiej części książki rozpatruje najbardziej chyba znane zdarzenie wiązane z artefaktami kojarzonymi z pradawnym pismem Słowian. Rozbiór przypadku tzw. kamieni mikorzyńskich jest najbardziej pasjonującym fragmentem „O runach słowiańskich”. Momentami przypomina prawdziwie sensacyjną historię! Należy również dodać, że Autor nie ograniczył się do wspomnienia o kilku najsłynniejszych zabytkach. Nie poprzestał też na najbardziej kontrowersyjnych, w rodzaju idoli prillwickich. Zakomunikował mianowicie także o tych mniej znanych, ale w jego opinii świadczących na korzyść przypuszczeń o istnieniu w zamierzchłych czasach rodzimego pisma słowiańskiego.
Siła argumentów zawartych w omawianej pracy jest zaiste olbrzymia. Zdaje się, że podczas lektury nawet zaprzysięgli sceptycy napotkać mogą treści, które solidnie zachwieją ich niewzruszonymi dotąd przekonaniami. Taki dreszcz emocji każdemu przydać się może.
Moja opinia o pracy dr W. Cybulskiego nie byłaby pełną gdybym nie wspomniał o jeszcze jednym aspekcie. Otóż, zważywszy na fakt, że książka wyszła spod pióra człowieka żyjącego przed półtora wiekiem, miłym zaskoczeniem jest łatwość z jaką ją się czyta. Każdy, kto choć raz pochylał się nad księgami „popełnionymi” przez autorów oglądających na własne oczy przemarsz Wielkiej Armii lub uczestniczących w wydarzeniach Powstania Listopadowego przyznać musi, że jest to walor niepośledni.
Dobre słowo należy się samemu Wydawnictwu, które specjalizując się w nisko-zyskownych nakładach udostępnia polskiemu czytelnikowi prawdziwe perełki światowej literatury. To naprawdę wielka rzecz.
Kończąc chcę podkreślić, że nie jestem czytelnikiem podatnym na tanie zachwyty i modne fascynacje. Z drugiej strony staram się doceniać wysiłek pisarzy wkładających serce w rozwikłanie tajemnic Historii. Takie credo zobowiązuje mnie do jasnej deklaracji: „O runach słowiańskich” warto mieć w swojej biblioteczce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)