Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 grudnia 2011
Historia reklamy
To jest jabłko. To nawet najwyższa postać jabłka, cała jego esencja i całe jego zastosowanie. To jabłko reklamowe, w pewnym sensie, które z całą siłą wzbudza ideę pożądania - to normalne, taka jest rola jabłka, od dawien dawna. Jednak poza tym jabłko to, w przeciwieństwie do rajskiego jabłka, które było naturalne, ma zrobiony makijaż, aby móc dobrze wykonywać swoją pracę. Jest to jabłko podążające za modą - jeszcze bardziej pociąga w swojej minisukience z cukru. Jest to jabłko popularne: jabłko miłości, które uwielbiają wesołe miasteczka i refreny piosenek. Jest to jabłko, które wierzy w postęp: kawałek łodyżki, z której zwisa, sprawia, że jest przyjemniejsze i bardziej wyrafinowane niż jego brat leżący na ziemi, który właśnie ze swojego drzewa spadł. Jabłko, reklama, postęp - to mniej więcej ta sama historia, która niestrudzenie trwa i nie chce się skończyć. Nigdy go nie dosięgniemy, ale, tymczasem, ono sprawia, że świat się kręci.
Rycerze Historia i legenda
Przenieś się w czasy, kiedy męstwo, romantyzm i brawura były stylem życia!
Rycerze, ich historia i legenda o nich ciągle fascynują współczesne pokolenia. Jacy byli, jak żyli, jakie mieli ideały, jakie były ich atrybuty, czego dokonali, oraz jaki wpływ wywarli na kształt polityki i kultury swoich czasów?
Książka szczegółowo omawia kształtowanie się stanu rycerskiego, wychowanie i styl życia rycerzy. Wiele miejsca poświęcono tu uzbrojeniu, symbolom heraldycznym, strategiom wojskowym, kampaniom wojennym i historii honorowych zakonów rycerskich. Autorzy zaprezentowali europejskie rycerstwo w porównaniu z wojownikami z Japonii, Chin i Indii, a historii rycerstwa polskiego poświęcili osobny rozdział.
Autorzy i konsultanci to międzynarodowy zespół specjalizujących się w historii średniowiecza.
Publikacja stanowi wiarygodne źródło wiedzy przydatnej pasjonatom rycerstwa, a szczególnie członkom grup rekonstrukcji historycznej!
Książka prezentuje:
* obszerne omówienie zagadnień związanych z ideą rycerską i życiem codziennym rycerzy,
* szczegółowy opis uzbrojenia, strategii wojskowych i kampanii wojennych,
* ujęcie historyczne, w tym historię rycerstwa polskiego,
*
* inspiracje rycerstwem w światowej sztuce, literaturze oraz kulturze masowej.
Rycerze, ich historia i legenda o nich ciągle fascynują współczesne pokolenia. Jacy byli, jak żyli, jakie mieli ideały, jakie były ich atrybuty, czego dokonali, oraz jaki wpływ wywarli na kształt polityki i kultury swoich czasów?
Książka szczegółowo omawia kształtowanie się stanu rycerskiego, wychowanie i styl życia rycerzy. Wiele miejsca poświęcono tu uzbrojeniu, symbolom heraldycznym, strategiom wojskowym, kampaniom wojennym i historii honorowych zakonów rycerskich. Autorzy zaprezentowali europejskie rycerstwo w porównaniu z wojownikami z Japonii, Chin i Indii, a historii rycerstwa polskiego poświęcili osobny rozdział.
Autorzy i konsultanci to międzynarodowy zespół specjalizujących się w historii średniowiecza.
Publikacja stanowi wiarygodne źródło wiedzy przydatnej pasjonatom rycerstwa, a szczególnie członkom grup rekonstrukcji historycznej!
Książka prezentuje:
* obszerne omówienie zagadnień związanych z ideą rycerską i życiem codziennym rycerzy,
* szczegółowy opis uzbrojenia, strategii wojskowych i kampanii wojennych,
* ujęcie historyczne, w tym historię rycerstwa polskiego,
*
* inspiracje rycerstwem w światowej sztuce, literaturze oraz kulturze masowej.
Historia filozofii politycznej
Historia filozofii politycznej L. Straussa i J. Cropseya, wydana staraniem Fundacji Augusta hr. Cieszkowskiego oraz Wydawnictwa ,,Fronda", stanowi swoisty ,,akt erekcyjny" tego, co dziś nazywamy ,,szkołą Straussa". Czytelnik znajdzie w niej omówienie podstawowych kategorii filozofii politycznej takich jak prawo naturalne, sprawiedliwość, wolność, demokracja, rozum, właściwy porządek polityczny i inne. Od bez mała pół wieku książka ta funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych jako tamtejszy ,,Tatarkiewicz" - obowiązkowy podręcznik filozofii. Ale Historia filozofii politycznej nie jest po prostu kolejnym podręcznikiem z tej dziedziny wchodzącym na polski rynek. Na ponad tysiącu stronach ukazana jest panorama myśli politycznej od Tukidydesa i Platona po Heideggera i Straussa. Przyjętą metodę interpretacji można określić jako close reading - autorzy możliwie blisko trzymają się samych omawianych tekstów, nie powtarzając obiegowych klisz, lecz często je weryfikując. Naczelną zasadą jest dopuszczenie do głosu prezentowanych myślicieli, a głównym kontekstem interpretacyjnym jest tradycja, w której funkcjonowali. Myśl polityczna danego filozofa jest z konieczności przedstawiona na tle leżących u jej podłoża założeń metafizycznych i antropologicznych, toteż podręcznik ten z powodzeniem może pełnić rolę wprowadzenia nie tylko do samej filozofii polityki, lecz także do filozofii jako takiej.
czwartek, 25 sierpnia 2011
Wojny husyckie
Wojny husyckie (1419-1436) czyli ruch religijno-społeczny w Czechach o silnych akcentach narodowych. Męczeńska śmierć Husa wywołała wzburzenie w Czechach. Zaczęto usuwać księży sprzyjających papiestwu, a kościoły przekazywać duchowieństwu uznającemu naukę Husa. Nastąpiła powszechna sekularyzacja majątków kościelnych. Równocześnie szerzył się ruch społeczno-narodowy. Chłopi wystąpili przeciw feudałom świeckim, niemieckiej szlachcie i cesarzowi. W 1419 r. plebs miejski dokonał pogromu niemieckiego patrycjatu w Pradze i obalił radę miejską. W tym roku umarł król Wacław IV. Prawo do tronu posiadał jego brat znienawidzony w Czechach cesarz Zygmunt Luksemburski. O relizację tego prawa musiał on wystąpić zbrojnie. Poparł go papież zainteresowany w zwalczaniu ruchu husyckiego. Cesarz i papież zorganizowali pięć krucjat przeciw husytom. Wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. W 1422 r. husyci pod dowództwem Jana Żiżki z Trocnowa odnieśli świetne zwycięstwo w bitwie pod Niemieckim Brodem. Odparłszy najazd niemieckim, huscyi wkroczyli do Saksonii, Brandenburgii i Prus. Jednakże brak jedności w obozie husyckim nie pozwolił im odnieść ostatecznego zwycięstwa.
Umiarkowane ugrupowanie utrakwistów (tj. domagających się komunii pod dwiem postaciami), złożone z panów, najbogatszych rycerzy i mieszczan, prócz nabożeństw w języku czeskim i sekularyzacji dóbr kościelnych, nie wysuwało żadnych żądań społecznych i politycznych.
Ugrupowanie taborytów (nazwa od twierdzy Tabor), do którego należeli zubożali rycerze, biedniejsi rzemieślnicy i chłopi domagało się utworzenia wolnych gmin kościelnych bez wyższej hierarchii duchownej, a ponadto głosiła hasła równości i walki z uciskiem.
W Bitwie pod Lipanami (39 maja 1434 r.) oddziały szlachty czeskiej złożonej z katolików i utrakwistów zadały taborytom klęskę. Utrakwiści uznali Zygmunta Luksmeburskiego królem Czech. Po długich tarciach i pertraktacjach Zytgmunt w 1436 r. objął tron Czeski.
W wyniku klęski rewolucyjnego ruchu husyckiego w Czechach ustalił się ustrój stanowy z przewagą szlachty. Program Husa, w którym postulował on równość społeczną nie został urzeczywnistniony. Chłopi w ciągu XV w. popadli w zupełną zależność od szlachty i zostali przywiązani do ziemi. Natomiast zmniejszyły się w Czechach wpływy niemieckie.
źródło: http://www.historia.org.pl/index.php/publikacje/publikacje/redniowiecze/493-wojny-husyckie-1419-1436.html
Umiarkowane ugrupowanie utrakwistów (tj. domagających się komunii pod dwiem postaciami), złożone z panów, najbogatszych rycerzy i mieszczan, prócz nabożeństw w języku czeskim i sekularyzacji dóbr kościelnych, nie wysuwało żadnych żądań społecznych i politycznych.
Ugrupowanie taborytów (nazwa od twierdzy Tabor), do którego należeli zubożali rycerze, biedniejsi rzemieślnicy i chłopi domagało się utworzenia wolnych gmin kościelnych bez wyższej hierarchii duchownej, a ponadto głosiła hasła równości i walki z uciskiem.
W Bitwie pod Lipanami (39 maja 1434 r.) oddziały szlachty czeskiej złożonej z katolików i utrakwistów zadały taborytom klęskę. Utrakwiści uznali Zygmunta Luksmeburskiego królem Czech. Po długich tarciach i pertraktacjach Zytgmunt w 1436 r. objął tron Czeski.
W wyniku klęski rewolucyjnego ruchu husyckiego w Czechach ustalił się ustrój stanowy z przewagą szlachty. Program Husa, w którym postulował on równość społeczną nie został urzeczywnistniony. Chłopi w ciągu XV w. popadli w zupełną zależność od szlachty i zostali przywiązani do ziemi. Natomiast zmniejszyły się w Czechach wpływy niemieckie.
źródło: http://www.historia.org.pl/index.php/publikacje/publikacje/redniowiecze/493-wojny-husyckie-1419-1436.html
"O runach słowiańskich" - W. Cybulski
„Ważność przedmiotu wymaga nader ścisłego obejrzenia się w wszystkich jego szczegółach. Chodzi tu o walkę z stogłówną powagą świata uczonego. Przystoi sumiennemu napastnikowi do walki takiej należycie się przygotować.” Tymi słowy Wojciech Cybulski, piastujący w połowie XIX w. funkcję profesora literatury i języków słowiańskich na Uniwersytecie Wrocławskim zakończył swą pracę O runach słowiańskich. Czy kontynuował krucjatę w imię idei zaprezentowanej w omawianej książce? Tego – niestety - nie wiem. Mało brakowało a mgła zapomnienia okryłaby i cytowaną przeze mnie pozycję. Takiemu rozwojowi wypadków zapobiegło jednak sandomierskie wydawnictwo Armoryka wydając w tym roku reprint pozycji sprzed 150 lat.
Dziełko „O runach słowiańskich” powstało w dobie zaborów i jak wiele mu podobnych przypisać je należy do pokrytego patyną czasu nurtu historyzmu patriotycznego. W owej dobie prócz Rosjan i Czarnogórców pełną wolnością nie cieszył się żaden inny lud naszej rodziny językowej. Nie powinno zatem dziwić, iż liczni słowiańscy naukowcy powodowani szlachetnymi uczuciami chwytali ochoczo pióra by choćby słowem przypomnieć światu o istnieniu jęczących w niewoli narodów. Na ogół efekty ich pracy zasługiwały na najwyższy szacunek, zdarzało się jednak, że nadgorliwość i dobre intencje dominowały nad naukową rzetelnością. Jaką zatem ocenę możemy wystawić doktorowi Cybulskiemu? Pozwólcie, że przed jej ujawnieniem postaram się ją uzasadnić.
Powszechnie znanym jest fakt, że rozliczne społeczności ludzkie od dawien dawna posiadały systemy umożliwiające przekazywanie wiadomości. Jedne z nich bywały z samej swej natury ulotne (jak np. dźwięki tam-tamów czy też arcyoryginalne gwizdy pasterzy z wysp Morza Śródziemnego), inne umożliwiały zachowanie przekazu na trwałe (np. kipu czy tamgi sarmackie). W miarę rozwoju i postępu umysłowego, w wielu miejscach globu ludzie poczęli tworzyć mniej lub bardziej skomplikowane systemy, które śmiało należy określić mianem pisma. Takich ułatwień w komunikacji dorobili się Sumerowie, Egipcjanie, Chińczycy, Grecy, Rzymianie, Aztekowie… Ale oprócz tychże „tytanów cywilizacji” własnymi, często pochodnymi od prawzorów, pismami poszczycić się mogły ludy stosunkowo późno pojawiające się na arenie dziejów. Wśród nich znaleźli się m.in.: Turcy ze swoim kök türk, Germanie z runami, a nawet plemiona nigeryjskie używające pisma zwanego nsibidi. W rozumieniu XIX wiecznych patriotycznie nastawionych historyków czeskich, słowackich, polskich, bułgarskich czy słoweńskich ich przodkowie od zamierzchłych czasów przynależeli do rodziny społeczności o wysokiej kulturze. Cóż jednak począć kiedy brak najistotniejszego, wręcz fundamentalnego dowodu, w postaci słowiańskiego pisma. Jest wprawdzie cyrylica i głagolica lecz są to wynalazki obce i stosunkowo późne. Warto zatem byłoby udowodnić, że wynalazek pisma nie był obcy naszym praszczurom już na długo przed misją morawską. Potrzeba matką wynalazku! Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiły się świadectwa „bezdyskusyjnie” wskazujące na przedchrześcijańską znajomość pisma wśród Słowian.
I w tym momencie musimy wspomnieć o autorze omawianej pozycji, który w kontekście radosnej twórczości kolegów po fachu wykazał się ponadprzeciętną, ba!, wręcz hiperkrytyczną postawą. Na kartach swej pracy bezlitośnie rozprawia się z rzekomymi odkryciami dokonanymi na tzw. hełmach styryjskich oraz na bałwanach „Czarnoboga” sprzed katedry w Bambergu. Wykorzystując współczesną wiedzę wytyka błędy w rozumowaniu zwolenników autentyczności zabytków, a czyni to stanowczo, sprawnie i jednocześnie z poszanowaniem zdania adwersarzy. Zamykając tę część wywodu wspomina, że z pozycji językoznawstwa, archeologii i historii oba świadectwa uznać trzeba za niewiarygodne. Nie jest jednak tak, że ostra krytyka stawia go w rzędzie przeciwników tezy o istnieniu pisma słowiańskiego. O nie! W drugiej części książki rozpatruje najbardziej chyba znane zdarzenie wiązane z artefaktami kojarzonymi z pradawnym pismem Słowian. Rozbiór przypadku tzw. kamieni mikorzyńskich jest najbardziej pasjonującym fragmentem „O runach słowiańskich”. Momentami przypomina prawdziwie sensacyjną historię! Należy również dodać, że Autor nie ograniczył się do wspomnienia o kilku najsłynniejszych zabytkach. Nie poprzestał też na najbardziej kontrowersyjnych, w rodzaju idoli prillwickich. Zakomunikował mianowicie także o tych mniej znanych, ale w jego opinii świadczących na korzyść przypuszczeń o istnieniu w zamierzchłych czasach rodzimego pisma słowiańskiego.
Siła argumentów zawartych w omawianej pracy jest zaiste olbrzymia. Zdaje się, że podczas lektury nawet zaprzysięgli sceptycy napotkać mogą treści, które solidnie zachwieją ich niewzruszonymi dotąd przekonaniami. Taki dreszcz emocji każdemu przydać się może.
Moja opinia o pracy dr W. Cybulskiego nie byłaby pełną gdybym nie wspomniał o jeszcze jednym aspekcie. Otóż, zważywszy na fakt, że książka wyszła spod pióra człowieka żyjącego przed półtora wiekiem, miłym zaskoczeniem jest łatwość z jaką ją się czyta. Każdy, kto choć raz pochylał się nad księgami „popełnionymi” przez autorów oglądających na własne oczy przemarsz Wielkiej Armii lub uczestniczących w wydarzeniach Powstania Listopadowego przyznać musi, że jest to walor niepośledni.
Dobre słowo należy się samemu Wydawnictwu, które specjalizując się w nisko-zyskownych nakładach udostępnia polskiemu czytelnikowi prawdziwe perełki światowej literatury. To naprawdę wielka rzecz.
Kończąc chcę podkreślić, że nie jestem czytelnikiem podatnym na tanie zachwyty i modne fascynacje. Z drugiej strony staram się doceniać wysiłek pisarzy wkładających serce w rozwikłanie tajemnic Historii. Takie credo zobowiązuje mnie do jasnej deklaracji: „O runach słowiańskich” warto mieć w swojej biblioteczce.
Dziełko „O runach słowiańskich” powstało w dobie zaborów i jak wiele mu podobnych przypisać je należy do pokrytego patyną czasu nurtu historyzmu patriotycznego. W owej dobie prócz Rosjan i Czarnogórców pełną wolnością nie cieszył się żaden inny lud naszej rodziny językowej. Nie powinno zatem dziwić, iż liczni słowiańscy naukowcy powodowani szlachetnymi uczuciami chwytali ochoczo pióra by choćby słowem przypomnieć światu o istnieniu jęczących w niewoli narodów. Na ogół efekty ich pracy zasługiwały na najwyższy szacunek, zdarzało się jednak, że nadgorliwość i dobre intencje dominowały nad naukową rzetelnością. Jaką zatem ocenę możemy wystawić doktorowi Cybulskiemu? Pozwólcie, że przed jej ujawnieniem postaram się ją uzasadnić.
Powszechnie znanym jest fakt, że rozliczne społeczności ludzkie od dawien dawna posiadały systemy umożliwiające przekazywanie wiadomości. Jedne z nich bywały z samej swej natury ulotne (jak np. dźwięki tam-tamów czy też arcyoryginalne gwizdy pasterzy z wysp Morza Śródziemnego), inne umożliwiały zachowanie przekazu na trwałe (np. kipu czy tamgi sarmackie). W miarę rozwoju i postępu umysłowego, w wielu miejscach globu ludzie poczęli tworzyć mniej lub bardziej skomplikowane systemy, które śmiało należy określić mianem pisma. Takich ułatwień w komunikacji dorobili się Sumerowie, Egipcjanie, Chińczycy, Grecy, Rzymianie, Aztekowie… Ale oprócz tychże „tytanów cywilizacji” własnymi, często pochodnymi od prawzorów, pismami poszczycić się mogły ludy stosunkowo późno pojawiające się na arenie dziejów. Wśród nich znaleźli się m.in.: Turcy ze swoim kök türk, Germanie z runami, a nawet plemiona nigeryjskie używające pisma zwanego nsibidi. W rozumieniu XIX wiecznych patriotycznie nastawionych historyków czeskich, słowackich, polskich, bułgarskich czy słoweńskich ich przodkowie od zamierzchłych czasów przynależeli do rodziny społeczności o wysokiej kulturze. Cóż jednak począć kiedy brak najistotniejszego, wręcz fundamentalnego dowodu, w postaci słowiańskiego pisma. Jest wprawdzie cyrylica i głagolica lecz są to wynalazki obce i stosunkowo późne. Warto zatem byłoby udowodnić, że wynalazek pisma nie był obcy naszym praszczurom już na długo przed misją morawską. Potrzeba matką wynalazku! Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiły się świadectwa „bezdyskusyjnie” wskazujące na przedchrześcijańską znajomość pisma wśród Słowian.
I w tym momencie musimy wspomnieć o autorze omawianej pozycji, który w kontekście radosnej twórczości kolegów po fachu wykazał się ponadprzeciętną, ba!, wręcz hiperkrytyczną postawą. Na kartach swej pracy bezlitośnie rozprawia się z rzekomymi odkryciami dokonanymi na tzw. hełmach styryjskich oraz na bałwanach „Czarnoboga” sprzed katedry w Bambergu. Wykorzystując współczesną wiedzę wytyka błędy w rozumowaniu zwolenników autentyczności zabytków, a czyni to stanowczo, sprawnie i jednocześnie z poszanowaniem zdania adwersarzy. Zamykając tę część wywodu wspomina, że z pozycji językoznawstwa, archeologii i historii oba świadectwa uznać trzeba za niewiarygodne. Nie jest jednak tak, że ostra krytyka stawia go w rzędzie przeciwników tezy o istnieniu pisma słowiańskiego. O nie! W drugiej części książki rozpatruje najbardziej chyba znane zdarzenie wiązane z artefaktami kojarzonymi z pradawnym pismem Słowian. Rozbiór przypadku tzw. kamieni mikorzyńskich jest najbardziej pasjonującym fragmentem „O runach słowiańskich”. Momentami przypomina prawdziwie sensacyjną historię! Należy również dodać, że Autor nie ograniczył się do wspomnienia o kilku najsłynniejszych zabytkach. Nie poprzestał też na najbardziej kontrowersyjnych, w rodzaju idoli prillwickich. Zakomunikował mianowicie także o tych mniej znanych, ale w jego opinii świadczących na korzyść przypuszczeń o istnieniu w zamierzchłych czasach rodzimego pisma słowiańskiego.
Siła argumentów zawartych w omawianej pracy jest zaiste olbrzymia. Zdaje się, że podczas lektury nawet zaprzysięgli sceptycy napotkać mogą treści, które solidnie zachwieją ich niewzruszonymi dotąd przekonaniami. Taki dreszcz emocji każdemu przydać się może.
Moja opinia o pracy dr W. Cybulskiego nie byłaby pełną gdybym nie wspomniał o jeszcze jednym aspekcie. Otóż, zważywszy na fakt, że książka wyszła spod pióra człowieka żyjącego przed półtora wiekiem, miłym zaskoczeniem jest łatwość z jaką ją się czyta. Każdy, kto choć raz pochylał się nad księgami „popełnionymi” przez autorów oglądających na własne oczy przemarsz Wielkiej Armii lub uczestniczących w wydarzeniach Powstania Listopadowego przyznać musi, że jest to walor niepośledni.
Dobre słowo należy się samemu Wydawnictwu, które specjalizując się w nisko-zyskownych nakładach udostępnia polskiemu czytelnikowi prawdziwe perełki światowej literatury. To naprawdę wielka rzecz.
Kończąc chcę podkreślić, że nie jestem czytelnikiem podatnym na tanie zachwyty i modne fascynacje. Z drugiej strony staram się doceniać wysiłek pisarzy wkładających serce w rozwikłanie tajemnic Historii. Takie credo zobowiązuje mnie do jasnej deklaracji: „O runach słowiańskich” warto mieć w swojej biblioteczce.
"Rzym" - A. Gabucci
We wstępie leksykonu zaznaczyła, iż w doborze zagadnień starała się zawęzić do tych, które dotyczą stolicy Imperium wraz z jego przedmieściami. Oczywiście te z góry narzucone ograniczenia geograficzne zostały pominięte przy omawianiu takich haseł jak miasto portowe w Ostii, czy Willa Hadriana w Tivoli.
Podobnie jak w innych leksykonach z tej serii wydawniczej, dokonano podziału treści na siedem większych rozdziałów tematycznych. Samo wydanie stoi na wysokim poziomie.
W rozdziale „Postacie” umieszczono charakterystyki wybitnych osobistości starożytnego Rzymu, które ułożone zostały chronologicznie. Standardowo grupę tę otwierają mityczni założyciele Miasta – bliźniacy Romulus i Remus. Trochę informacji znajdziemy o towarzyszącej im legendzie oraz o przed urbanistycznej osadzie na Palatynie z VIII w. p.n.e.. Następnie autorka od razu przechodzi do schyłku republiki, przedstawiając reprezentantów I triumwiratu - Pompejusza i Cezara. Przy obu zwrócono jednak głównie uwagę na ich zasługi budowlane dla Rzymu. Brak jest opisu kariery politycznej – wzajemnej współpracy, czy późniejszej rywalizacji dwóch wielkich mężów stanu. Twórcę pryncypatu - Oktawiana Augusta (z żoną Liwią), poznajemy w leksykonie głównie od strony najważniejszych założeń jego reformy administracyjnej (m.in. rozbudowa stolicy Imperium i jej podział na 14 dzielnic). Interesującą parą postaci, która przyczyniła się do sukcesu propagandowego pierwszego princepsa był poeta Wergiliusz wraz ze swoim patronem Mecenasem. Kolejni, którzy zostali omówieni to: Neron i jego nauczyciel Seneka, Flawiusze, Trajan ze swoim słynnym architektem Apollodorosem z Damaszku, Hadrian i faworyt cesarza - Antinous, dynastie Antoninów, a także Sewerów. Listę zamykają Dioklecjan (cesarz odpowiedzialny za wprowadzenie nowego ustroju politycznego - dominatu) i Konstantyn (uzdolniony władca, znany m.in. z edyktu mediolańskiego z 313 roku). Sam dobór postaci nie zaskakuje. Jest on dość przekrojowy. Jak już wcześniej zaznaczyłem, skupiono się jednak przeważnie na powstających nowych obiektach architektonicznych, które związane były z działalnością danego władcy. Ważniejsze wydarzenia polityczne wymieniono tylko na marginesach, co wydaje się rozwiązaniem niewystarczającym.
Po tym lekkim rozczarowaniu, drugi rozdział - „Władza i życie publiczne” prezentuje się zdecydowanie lepiej. Poznajemy najważniejsze urzędy państwa – archiwum państwowe (Tabularium), czy skarbiec mieszczący się w podium świątyni Saturna na Forum Romanum. Mamy możliwość prześledzenia poszczególnych etapów kariery politycznej (Cursus honorum), oraz zapoznania się z systemem rozdawnictwa żywności (Annona). Społeczeństwo rzymskie zobrazowano na podstawie średnio zamożnej klasy ekwitów i wyższej warstwy patrycjuszy, których reprezentanci zasiadali w Senacie. Ze względu jednak na skrótowość, opis ten nie był dla mnie w pełni zrozumiały. Kilka podpunktów traktuje o machinie wojennej Imperium (Pretorianie, Wojsko) i przysługującemu zwycięskiemu wodzowi wyróżnieniu, jakim był Triumf.
Kolejny rozdział pt. „Bóstwa i religia” jest jednym z najbardziej rozbudowanych. Oprócz bogów typowo rzymskich (np. Triada Kapitolińska), czy też tych, które zostały „zapożyczone” z Grecji, natkniemy się również na kulty orientalne (Mitra), przybyłe do Rzymu w okresie nieco późniejszym. Każde z nich zilustrowane jest w książce poprzez odpowiedni zabytek (posąg bądź relief). Dzięki nim łatwo możemy zidentyfikować danego boga z jego atrybutami. Warto zaznaczyć, iż nie pominięto pomniejszych bóstw, które przynależały do kultu domowego, nad którym pieczę sprawował pater familias (głowa rodziny). W następnych podrozdziałach wytłumaczono takie zagadnienia jak: przebieg rytuału religijnego, różne sposoby wróżenia, deifikacja rodziny cesarskiej, struktura kolegiów kapłańskich. Zabytki wydobyte ze źródła Anny Perenny w sposób wyjątkowo ciekawy zarysowały istniejący w starożytnym Rzymie folklor i magię.
Organizacja życia mieszkańców miasta i związane z tym zarówno trudy i udogodnienia, są przedmiotem nowego rozdziału. Duża ilość dobrze dobranych przedstawień reliefowych (freski, mozaiki, płyty sarkofagów), ale przede wszystkim przedmioty codziennego użytku w przystępnej formie starają się przybliżyć czytelnikowi realia tamtych czasów. Przyjrzano się systemowi edukacji. Inną omówioną tutaj instytucją społeczną jest małżeństwo, które posiadało bardzo liberalne prawo. Zamieszczone fragmenty z Pieśni Horacego, również z książki kucharskiej Celiusza Apicjusza, powiedzą nam co nieco o kulinarnych upodobaniach Rzymian. Zachowane popiersia, a także posągi umożliwiają prześledzenie zmian zachodzących w ówczesnej modzie (ubiór, fryzura). Z powyższych przykładów widać, iż starano się podejść do tematu tego rozdziału w sposób wielopłaszczyznowy.
W „Świecie zmarłych” autorka zajęła się występującymi w Rzymie różnymi formami pochówku oraz uroczystościami im towarzyszącymi. Pomimo stosunkowo niewielkiego rozmiaru (24 strony), rozdział ten cechuje rzeczowe podejście do tej problematyki. Pozytywnie zaskakuje różnorodność zawartych tutaj przykładów. Nie tylko zajęto się grobowcami elit, ale poświęcono nie mało miejsca pochówkom osób z niższych warstw społecznych, których grzebano w zbiorowych założeniach dla kilkuset zmarłych. Mamy zatem zarówno monumentalne mauzolea (Cecylii Metelii, Augusta, Konstancji), jak również kolumbaria (niewolników i służących Liwii przy Via Appia) i podziemne katakumby (pierwszych wspólnot chrześcijańskich). W zależności od kondycji finansowej zmarłego jego grób mógł być skromną urną lub bogato zdobionym sarkofagiem (np. sarkofag „Grande Ludovisi”). Krótkie cytaty z dzieł Polibiusza, Tacyta, czy Seneki traktują o ceremoniale pogrzebowym. Opisy te dobrze współgrają z reliefami przedstawiającymi sceny rytualnej ofiary (libatio).
Urbanistyka antycznego Rzymu jest tematem szóstego rozdziału pt. „Miasto”. Na strukturę tej dużej jednostki osadniczej składały się różnego rodzaju założenia architektoniczne. Należały do nich: - miejsca przeznaczone do działalności gospodarczej (bazyliki, targi, porty); - budowle o charakterze sakralnym (świątynie, ołtarze i edykuły); - obiekty przeznaczone do rozrywki i zaspokajania potrzeb kulturalnych obywateli (teatry, amfiteatry, cyrki); - budynki mieszkalne (insule, domus, wille); - różnego rodzaju drogi i mosty; - fortyfikacje (mury wraz z bramami wjazdowymi); - instalacje wodne (łaźnie publiczne, akwedukty); Każdy z wymienionych typów został opatrzony odpowiednimi przykładami konkretnych obiektów.
Ostatni rozdział „Ośrodki i budowle” jest jakby rozwinięciem poprzedniego. Autorka wybrała osiemnaście różnych obiektów, które starała się dokładniej przybliżyć czytelnikowi. W grupie tej są m.in. Forum Romanum, Koloseum, Domus Aurea, Ara Pacis (Ołtarz Pokoju), Panteon. Trzeba pamiętać, iż część z tych założeń architektonicznych była użytkowana (w tym przekształcana) jeszcze w czasach nowożytnych. Niestety oprócz zdjęć ilustrujących obecny stan zachowania tych budowli, nie zamieszczono planów lub rekonstrukcji, dzięki którym moglibyśmy sobie wyobrazić jak w starożytności wyglądały te miejsca.
Na kończące pracę aneksy, składają się: plan Rzymu w IV wieku (dla mnie zbyt schematyczny i mało dokładny), lista dziesięciu rzymskich muzeów, chronologia - obejmująca przedział czasowy od założenia Rzymu w 754 roku p.n.e. (data tradycyjna) do upadku Cesarstwa Zachodniego w 476 rok n.e., indeks ogólny i krótka bibliografia z dodanymi ważniejszymi polskimi publikacjami.
Recenzowany tytuł pomimo kilku niedociągnięć jest pozycją poprawną. Czasami odczuwa się przewagę danych archeologicznych, nad pisanymi. Książka ta może być dobrym źródłem informacji dla osób, które interesują się starożytnym Rzymem i chciałyby uzupełnić swoją wiedzę, szczególnie w zakresie kultury materialnej tej cywilizacji. Wydaje mi się zaś, iż Ci którzy Rzymem zajmują się na co dzień, raczej nie zostaną tutaj niczym nowym zaskoczeni.
źródło: http://www.historia.org.pl/index.php/recenzje/recenzje/prehistoria-i-staroytno/2455-rzym-a-gabucci-recenzj.html
Podobnie jak w innych leksykonach z tej serii wydawniczej, dokonano podziału treści na siedem większych rozdziałów tematycznych. Samo wydanie stoi na wysokim poziomie.
W rozdziale „Postacie” umieszczono charakterystyki wybitnych osobistości starożytnego Rzymu, które ułożone zostały chronologicznie. Standardowo grupę tę otwierają mityczni założyciele Miasta – bliźniacy Romulus i Remus. Trochę informacji znajdziemy o towarzyszącej im legendzie oraz o przed urbanistycznej osadzie na Palatynie z VIII w. p.n.e.. Następnie autorka od razu przechodzi do schyłku republiki, przedstawiając reprezentantów I triumwiratu - Pompejusza i Cezara. Przy obu zwrócono jednak głównie uwagę na ich zasługi budowlane dla Rzymu. Brak jest opisu kariery politycznej – wzajemnej współpracy, czy późniejszej rywalizacji dwóch wielkich mężów stanu. Twórcę pryncypatu - Oktawiana Augusta (z żoną Liwią), poznajemy w leksykonie głównie od strony najważniejszych założeń jego reformy administracyjnej (m.in. rozbudowa stolicy Imperium i jej podział na 14 dzielnic). Interesującą parą postaci, która przyczyniła się do sukcesu propagandowego pierwszego princepsa był poeta Wergiliusz wraz ze swoim patronem Mecenasem. Kolejni, którzy zostali omówieni to: Neron i jego nauczyciel Seneka, Flawiusze, Trajan ze swoim słynnym architektem Apollodorosem z Damaszku, Hadrian i faworyt cesarza - Antinous, dynastie Antoninów, a także Sewerów. Listę zamykają Dioklecjan (cesarz odpowiedzialny za wprowadzenie nowego ustroju politycznego - dominatu) i Konstantyn (uzdolniony władca, znany m.in. z edyktu mediolańskiego z 313 roku). Sam dobór postaci nie zaskakuje. Jest on dość przekrojowy. Jak już wcześniej zaznaczyłem, skupiono się jednak przeważnie na powstających nowych obiektach architektonicznych, które związane były z działalnością danego władcy. Ważniejsze wydarzenia polityczne wymieniono tylko na marginesach, co wydaje się rozwiązaniem niewystarczającym.
Po tym lekkim rozczarowaniu, drugi rozdział - „Władza i życie publiczne” prezentuje się zdecydowanie lepiej. Poznajemy najważniejsze urzędy państwa – archiwum państwowe (Tabularium), czy skarbiec mieszczący się w podium świątyni Saturna na Forum Romanum. Mamy możliwość prześledzenia poszczególnych etapów kariery politycznej (Cursus honorum), oraz zapoznania się z systemem rozdawnictwa żywności (Annona). Społeczeństwo rzymskie zobrazowano na podstawie średnio zamożnej klasy ekwitów i wyższej warstwy patrycjuszy, których reprezentanci zasiadali w Senacie. Ze względu jednak na skrótowość, opis ten nie był dla mnie w pełni zrozumiały. Kilka podpunktów traktuje o machinie wojennej Imperium (Pretorianie, Wojsko) i przysługującemu zwycięskiemu wodzowi wyróżnieniu, jakim był Triumf.
Kolejny rozdział pt. „Bóstwa i religia” jest jednym z najbardziej rozbudowanych. Oprócz bogów typowo rzymskich (np. Triada Kapitolińska), czy też tych, które zostały „zapożyczone” z Grecji, natkniemy się również na kulty orientalne (Mitra), przybyłe do Rzymu w okresie nieco późniejszym. Każde z nich zilustrowane jest w książce poprzez odpowiedni zabytek (posąg bądź relief). Dzięki nim łatwo możemy zidentyfikować danego boga z jego atrybutami. Warto zaznaczyć, iż nie pominięto pomniejszych bóstw, które przynależały do kultu domowego, nad którym pieczę sprawował pater familias (głowa rodziny). W następnych podrozdziałach wytłumaczono takie zagadnienia jak: przebieg rytuału religijnego, różne sposoby wróżenia, deifikacja rodziny cesarskiej, struktura kolegiów kapłańskich. Zabytki wydobyte ze źródła Anny Perenny w sposób wyjątkowo ciekawy zarysowały istniejący w starożytnym Rzymie folklor i magię.
Organizacja życia mieszkańców miasta i związane z tym zarówno trudy i udogodnienia, są przedmiotem nowego rozdziału. Duża ilość dobrze dobranych przedstawień reliefowych (freski, mozaiki, płyty sarkofagów), ale przede wszystkim przedmioty codziennego użytku w przystępnej formie starają się przybliżyć czytelnikowi realia tamtych czasów. Przyjrzano się systemowi edukacji. Inną omówioną tutaj instytucją społeczną jest małżeństwo, które posiadało bardzo liberalne prawo. Zamieszczone fragmenty z Pieśni Horacego, również z książki kucharskiej Celiusza Apicjusza, powiedzą nam co nieco o kulinarnych upodobaniach Rzymian. Zachowane popiersia, a także posągi umożliwiają prześledzenie zmian zachodzących w ówczesnej modzie (ubiór, fryzura). Z powyższych przykładów widać, iż starano się podejść do tematu tego rozdziału w sposób wielopłaszczyznowy.
W „Świecie zmarłych” autorka zajęła się występującymi w Rzymie różnymi formami pochówku oraz uroczystościami im towarzyszącymi. Pomimo stosunkowo niewielkiego rozmiaru (24 strony), rozdział ten cechuje rzeczowe podejście do tej problematyki. Pozytywnie zaskakuje różnorodność zawartych tutaj przykładów. Nie tylko zajęto się grobowcami elit, ale poświęcono nie mało miejsca pochówkom osób z niższych warstw społecznych, których grzebano w zbiorowych założeniach dla kilkuset zmarłych. Mamy zatem zarówno monumentalne mauzolea (Cecylii Metelii, Augusta, Konstancji), jak również kolumbaria (niewolników i służących Liwii przy Via Appia) i podziemne katakumby (pierwszych wspólnot chrześcijańskich). W zależności od kondycji finansowej zmarłego jego grób mógł być skromną urną lub bogato zdobionym sarkofagiem (np. sarkofag „Grande Ludovisi”). Krótkie cytaty z dzieł Polibiusza, Tacyta, czy Seneki traktują o ceremoniale pogrzebowym. Opisy te dobrze współgrają z reliefami przedstawiającymi sceny rytualnej ofiary (libatio).
Urbanistyka antycznego Rzymu jest tematem szóstego rozdziału pt. „Miasto”. Na strukturę tej dużej jednostki osadniczej składały się różnego rodzaju założenia architektoniczne. Należały do nich: - miejsca przeznaczone do działalności gospodarczej (bazyliki, targi, porty); - budowle o charakterze sakralnym (świątynie, ołtarze i edykuły); - obiekty przeznaczone do rozrywki i zaspokajania potrzeb kulturalnych obywateli (teatry, amfiteatry, cyrki); - budynki mieszkalne (insule, domus, wille); - różnego rodzaju drogi i mosty; - fortyfikacje (mury wraz z bramami wjazdowymi); - instalacje wodne (łaźnie publiczne, akwedukty); Każdy z wymienionych typów został opatrzony odpowiednimi przykładami konkretnych obiektów.
Ostatni rozdział „Ośrodki i budowle” jest jakby rozwinięciem poprzedniego. Autorka wybrała osiemnaście różnych obiektów, które starała się dokładniej przybliżyć czytelnikowi. W grupie tej są m.in. Forum Romanum, Koloseum, Domus Aurea, Ara Pacis (Ołtarz Pokoju), Panteon. Trzeba pamiętać, iż część z tych założeń architektonicznych była użytkowana (w tym przekształcana) jeszcze w czasach nowożytnych. Niestety oprócz zdjęć ilustrujących obecny stan zachowania tych budowli, nie zamieszczono planów lub rekonstrukcji, dzięki którym moglibyśmy sobie wyobrazić jak w starożytności wyglądały te miejsca.
Na kończące pracę aneksy, składają się: plan Rzymu w IV wieku (dla mnie zbyt schematyczny i mało dokładny), lista dziesięciu rzymskich muzeów, chronologia - obejmująca przedział czasowy od założenia Rzymu w 754 roku p.n.e. (data tradycyjna) do upadku Cesarstwa Zachodniego w 476 rok n.e., indeks ogólny i krótka bibliografia z dodanymi ważniejszymi polskimi publikacjami.
Recenzowany tytuł pomimo kilku niedociągnięć jest pozycją poprawną. Czasami odczuwa się przewagę danych archeologicznych, nad pisanymi. Książka ta może być dobrym źródłem informacji dla osób, które interesują się starożytnym Rzymem i chciałyby uzupełnić swoją wiedzę, szczególnie w zakresie kultury materialnej tej cywilizacji. Wydaje mi się zaś, iż Ci którzy Rzymem zajmują się na co dzień, raczej nie zostaną tutaj niczym nowym zaskoczeni.
źródło: http://www.historia.org.pl/index.php/recenzje/recenzje/prehistoria-i-staroytno/2455-rzym-a-gabucci-recenzj.html
"Mezopotamia" - E. Ascalone
Mezopotamia
Autorem publikacji jest włoski archeolog Enrico Ascalone, wykładowca La Sapienza - Uniwersytet Rzymski oraz Istituto Universitario Lingue Moderne (IULM) w Mediolanie. Uczestniczył we włoskich wykopaliskach w Syrii (m.in. na stanowisku Ebla), a także we włosko-palestyńskiej misji archeologicznej w Tell es-Sultan (Jerycho).
Recenzowany tytuł jest częścią serii wydawniczej pod redakcją Ady Gabucci. Porządnie wydany, leksykon liczy, aż 368 stron. Posiada wiele wysokiej jakości fotografii poszczególnych zabytków, plany świątyń i miast oraz mapy, które odpowiednio dobrane ilustrują interesującą nas problematykę. Wizualnie całość robi na odbiorcy bardzo dobre wrażenie. Treść podzielona została na siedem rozdziałów tematycznych, na które składają się wybrane krótkie artykuły, opisujące dane zagadnienie. Autor napisał we „Wprowadzeniu”, iż jego książka „(…) pretenduje do miana syntezy świata mezopotamskiego (…)” (s.6).
W rozdziale „Pomiędzy historią a tradycją literacką” zawarto informacje o Sumeryjskiej Liście Królów oraz o na wpół legendarnych postaciach takich jak Gilgamesz i jego towarzysz Enkidu, czy drugim władcy I dynastii z Uruk – Enmerkarze.
Z sylwetkami ważniejszych historycznych władców Mezopotamii zetkniemy się w rozdziale pt. „Postacie”. Wśród nich są: Sargon Wielki (2334-2279 p.n.e.) – twórca imperium akadyjskiego i jego wnuk Naramsin (2254-2218 p.n.e.); Gudea (2150-2125 p.n.e.) – władca miasta-państwa Lagasz; Urnammu (2113-2096 p.n.e.) – założyciel III dynastii z Ur wraz z synem Szulgim (2096-2048 p.n.e.); Hammurabi (1792-1750 p.n.e.) – szósty władca I dynastii babilońskiej, na którego rozkaz spisano zbiór praw; Tukultininurta I (1243-1207 p.n.e.) – jeden z najzdolniejszych władców okresu średnioasryjskiego; siedmiu władców imperium nowoasyryjskiego z IX w. p.n.e. – Aszurnasirpal II, Salmanasar III, z VIII w. p.n.e. - Tiglatpilesar III, Sargon II, z VII w. p.n.e. - Senacheryb, Asarhaddon i Aszurbanipal. Listę zamyka trzech królów nowobabilońskich (626-539 p.n.e.) – Nabopolasar, Nabuchodonozor II i Nabonid. Do części informacji zawartych w rozdziale mam pewne zastrzeżenia. Charakterystyki władców są skromne. W opisie Aszurbanipala umieszczono zdanie, iż „(…) napływające z Północy ludy Kimmerów, Medów, Scytów, Mannejczyków podbiły Asyrię” (s.78). Jest to duże uproszczenie. Przy Salmanasarze III dziwi dobór najistotniejszych wydarzeń. Pominięto ważną bitwę pod Karkar (853 p.n.e.), czy też pierwsze wyprawy władcy Asyrii przeciwko rodzącemu się państwu Urartu. Złupioną w trakcie VIII kampanii Sargona II krainę Musasir autor lokalizuje w pobliżu jeziora Wan (s. 66), podczas gdy obecnie odrzuca się tą hipotezę i to starożytne miasto-państwo identyfikuje się ze stanowiskiem Mudjesir na pograniczu iracko-irańskim, nieopodal jeziora Urmia. Niektóre dane są mało precyzyjne. W bitwie pod Kisztan (743 p.n.e.) Tiglatpilesar III pokonał władcę Urartu Sarduri (s. 58), ale nie podano, że chodzi tutaj o drugiego króla o tym imieniu. Tak samo nie odnotowano udziału Elamitów pod wodzą Humban-umeny III w bitwie pod Hallule (691 p.n.e.) (s. 69.). Mimo, iż są to drobne uchybienia, to jednak brak tych informacji zaskakuje.
W następnym rozdziale - „Władza i życie publiczne” skupiono się na postaci króla w starożytnej Mezopotamii. Przedstawiono różne role jakie pełnił. Był najwyższym suwerenem, również reprezentantem bogów na ziemi. Ukazano króla m.in. jako kapłana (posąg Gudei z Lagasz), budowniczego (płyta wotywna króla Urnansze z Girsu), prawodawcę (Stela praw Hammurabiego), czy bohatera (reliefy Aszurnasirpala II z Nimrud). Na stronie 110 zamieszczono ilustrację fragmentu Steli Bankietowej Aszurnasirpala II i błędnie podpisano ją jako zabytek Adadnirari III z Tall-ar-Rimah. Podział na dziesięć funkcji władcy jakie zaprezentował autor, czasami sprawiał wrażenie trochę sztucznego. Niektóre aspekty (np. król budowniczy i król architekt), można by było potraktować wspólnie w jednym punkcie. Szkoda, iż nie zajęto się urzędnikami wyższego szczebla. Są oni dobrze udokumentowani (np. w okresie nowoasyryjskim) i odgrywali ważną rolę w życiu publicznym Imperium.
W leksykonie nie mogło zabraknąć części poświęconej sferze sacrum. Znajdziemy ją w rozdziale „Bóstwa i religia”. Bardziej szczegółowo przyjrzano się tylko trzem bogom (Enki/Ea, Szamasz/Utu, Dumuzi) oraz jednej bogini (Isztar/Inanna). W formie skróconej wymieniono kompetencje i tytuły personelu świątynnego. Los człowieka wraz z rolą wiernego opisano na podstawie mitu „Enki i Ninmanh” oraz zobrazowano figurkami adorantów z Esznunny. Natrafiamy także na informacje o demonach (np. Pazuzu – demon złych wiatrów) i duchach opiekuńczych. Dowiadujemy się o znaczeniu tych pierwszych w zaćmieniach księżyca. Drugą grupę zilustrowały lamassu („strażnicy bram”) z pałaców asyryjskich, które później zaadaptowane zostały w Persepolis (Brama Wszystkich Ludów). Ciekawym przykładem przedmiotów, które pełniły funkcje apotropaiczne są figurki psów składane jako depozyty fundacyjne w Pałacu Północnym Aszubanipala w Niniwie. Dwa ostatnie zagadnienia, którymi autor zajął się w rozdziale to rytuały ofiarne i uroczystości religijne - główne etapy święta Nowego Roku w Babilonie. Obrzędy podzielono na te, które związane były z określoną porą roku i na takie, które miały charakter czysto okazjonalny. Porównano oraz wydobyto różnice w przedstawieniach sceny prezentacji na pieczęciach cylindrycznych z okresu starobabilońskiego i renesansu sumeryjskiego.
Jednym z lepszych rozdziałów w książce, to ten zatytułowany „Życie codzienne”. Trzeba zaznaczyć, iż chodzi tutaj bardziej o życie elit społecznych tamtego obszaru, a nie przeciętnego obywatela starożytnego Międzyrzecza. Jeśli mówimy o biżuterii, która „(…) odgrywała ważną rolę w życiu mieszkańców Mezopotamii.”(s.219), autor powinien zaznaczyć, iż dotyczyło to tylko wąskiej grupy ludzi uprzywilejowanych – najbogatszych. W oparciu o zabytki takie jak: m.in. przedmioty z nekropolii królewskiej z Ur (hełm Meskalamduga, tzw. „sztandar z Ur”), czy posągi ważnych postaci (np. gubernatora Mari – Puzur-Isztara), pokazano królewską ucztę, której towarzyszyła muzyka i taniec; elementy ubioru, a także style uczesania. Z kolei kilka podpunktów (administracja, transport, rzemiosło, handel) traktuje o mechanizmach działania starożytnych państw i ich gospodarki. Tabelki (jednostki miar, różne formy znaków pisma klinowego) oraz mapy (rozprzestrzenienie występowania poszczególnych systemów wagowych, główne szlaki handlowe III tysiąclecia p.n.e.), nadają pewnej przejrzystości rozpatrywanym tutaj tematom. W tym miejscu chciałbym zatrzymać się jeszcze przy problematyce wojny, która znalazła się w omawianym rozdziale. Autor zamieścił kilka reliefów z przedstawieniami kampanii wojennych władców asyryjskich, ograniczając się tylko do ich opisu. Odczuwa się pewien niedosyt, związany z brakiem informacji o rodzaju uzbrojenia, logistyce armii i stopniowej ewolucji taktyki wojennej, która jest uchwytna również w źródłach pisanych - roczniki królewskie, raporty w formie listów do boga.
„Świat zmarłych” obejmuje zwyczaje pogrzebowe wraz z wizjami życia po śmierci. Przykładami królewskich pochówków są groby na nekropolii w Ur, z kolei okres późniejszy reprezentują trzy grobowce królowych z Nimrud. Sięgnięto nawet do czasów prehistorycznych, wymieniając słynną grotę Szanidar w Kurdystanie irackim z pochówkami szkieletowymi datowanymi na ok. 48-44 tys. lat p.n.e. (s. 269). Nie dopowiedziano jednak, iż chodzi o pochówek człowieka neandertalskiego z prawdopodobnymi śladami ceremonii pogrzebowej (grób 4, tzw. „flower burial”). To ważne stanowisko archeologiczne jest zupełnie oderwane od kontekstu kulturowego, czy chronologicznego i według mnie niepotrzebnie znalazło się w tej książce. Podobnie ma się rzecz z opisem czaszki z Jerycha (s.271).
W ostatniej części leksykonu omówiono ośrodki miejskie: Uruk, Nippur, Ur, Aszur, Kalchu, Durszarrukin, Niniwa, Babilon. Umieszczono plany topograficzne, rekonstrukcje świątyń i zdjęcia lotnicze, które w sposób przystępny ukazują czytelnikowi dane miasto.
Pracę zamykają aneksy. Zawierają one: - mapy i tablice chronologiczne (z pracy Mario Liveraniego Antico Oriente: storia, socjetà, economia), - niewielki indeks ogólny, - spis muzeów (wśród ośmiu nie uwzględniono przykładowo Metropolitan Museum of Art w Nowym Yorku), - podstawową bibliografię przedmiotu. Wskazane byłoby zamieszczenie osobnego słowniczka, który gromadziłby terminy akadyjskie i ich tłumaczenie w jednym miejscu.
Wystawienie oceny nie należy do zadania łatwego. Pojawienie się tej publikacji na naszym rynku wydawniczym jest czymś pozytywnym, biorąc pod uwagę ciągły deficyt takich tytułów w Polsce. Książka Enrico Ascalone jest pozycją dobrą, ale nie wybitną. Hasła zostały poprawnie dobrane, jednak często brakuje spójności trzech elementów – tekstu, ilustracji i map. Sama zaś treść w kilku miejscach ma zbyt ogólny charakter. Jest to dla mnie największy mankament. Obok części opracowanych bardzo kompetentnie, niestety spotykamy również partie, które odbiegają poziomem od nowoczesnego kompendium wiedzy. Porównując z już nieco starszą książką cenionego brytyjskiego archeologa Michaela Roaf’a - Cultural Atlas of Mesopotamia and The Ancient Near East (wydany w Polsce w 1998 roku), recenzowany leksykon włoskiego uczonego wypada słabiej.
źródło: http://www.historia.org.pl/index.php/recenzje/recenzje/prehistoria-i-staroytno/2424-mezopotamia-e-ascalone-recenzja.html
Autorem publikacji jest włoski archeolog Enrico Ascalone, wykładowca La Sapienza - Uniwersytet Rzymski oraz Istituto Universitario Lingue Moderne (IULM) w Mediolanie. Uczestniczył we włoskich wykopaliskach w Syrii (m.in. na stanowisku Ebla), a także we włosko-palestyńskiej misji archeologicznej w Tell es-Sultan (Jerycho).
Recenzowany tytuł jest częścią serii wydawniczej pod redakcją Ady Gabucci. Porządnie wydany, leksykon liczy, aż 368 stron. Posiada wiele wysokiej jakości fotografii poszczególnych zabytków, plany świątyń i miast oraz mapy, które odpowiednio dobrane ilustrują interesującą nas problematykę. Wizualnie całość robi na odbiorcy bardzo dobre wrażenie. Treść podzielona została na siedem rozdziałów tematycznych, na które składają się wybrane krótkie artykuły, opisujące dane zagadnienie. Autor napisał we „Wprowadzeniu”, iż jego książka „(…) pretenduje do miana syntezy świata mezopotamskiego (…)” (s.6).
W rozdziale „Pomiędzy historią a tradycją literacką” zawarto informacje o Sumeryjskiej Liście Królów oraz o na wpół legendarnych postaciach takich jak Gilgamesz i jego towarzysz Enkidu, czy drugim władcy I dynastii z Uruk – Enmerkarze.
Z sylwetkami ważniejszych historycznych władców Mezopotamii zetkniemy się w rozdziale pt. „Postacie”. Wśród nich są: Sargon Wielki (2334-2279 p.n.e.) – twórca imperium akadyjskiego i jego wnuk Naramsin (2254-2218 p.n.e.); Gudea (2150-2125 p.n.e.) – władca miasta-państwa Lagasz; Urnammu (2113-2096 p.n.e.) – założyciel III dynastii z Ur wraz z synem Szulgim (2096-2048 p.n.e.); Hammurabi (1792-1750 p.n.e.) – szósty władca I dynastii babilońskiej, na którego rozkaz spisano zbiór praw; Tukultininurta I (1243-1207 p.n.e.) – jeden z najzdolniejszych władców okresu średnioasryjskiego; siedmiu władców imperium nowoasyryjskiego z IX w. p.n.e. – Aszurnasirpal II, Salmanasar III, z VIII w. p.n.e. - Tiglatpilesar III, Sargon II, z VII w. p.n.e. - Senacheryb, Asarhaddon i Aszurbanipal. Listę zamyka trzech królów nowobabilońskich (626-539 p.n.e.) – Nabopolasar, Nabuchodonozor II i Nabonid. Do części informacji zawartych w rozdziale mam pewne zastrzeżenia. Charakterystyki władców są skromne. W opisie Aszurbanipala umieszczono zdanie, iż „(…) napływające z Północy ludy Kimmerów, Medów, Scytów, Mannejczyków podbiły Asyrię” (s.78). Jest to duże uproszczenie. Przy Salmanasarze III dziwi dobór najistotniejszych wydarzeń. Pominięto ważną bitwę pod Karkar (853 p.n.e.), czy też pierwsze wyprawy władcy Asyrii przeciwko rodzącemu się państwu Urartu. Złupioną w trakcie VIII kampanii Sargona II krainę Musasir autor lokalizuje w pobliżu jeziora Wan (s. 66), podczas gdy obecnie odrzuca się tą hipotezę i to starożytne miasto-państwo identyfikuje się ze stanowiskiem Mudjesir na pograniczu iracko-irańskim, nieopodal jeziora Urmia. Niektóre dane są mało precyzyjne. W bitwie pod Kisztan (743 p.n.e.) Tiglatpilesar III pokonał władcę Urartu Sarduri (s. 58), ale nie podano, że chodzi tutaj o drugiego króla o tym imieniu. Tak samo nie odnotowano udziału Elamitów pod wodzą Humban-umeny III w bitwie pod Hallule (691 p.n.e.) (s. 69.). Mimo, iż są to drobne uchybienia, to jednak brak tych informacji zaskakuje.
W następnym rozdziale - „Władza i życie publiczne” skupiono się na postaci króla w starożytnej Mezopotamii. Przedstawiono różne role jakie pełnił. Był najwyższym suwerenem, również reprezentantem bogów na ziemi. Ukazano króla m.in. jako kapłana (posąg Gudei z Lagasz), budowniczego (płyta wotywna króla Urnansze z Girsu), prawodawcę (Stela praw Hammurabiego), czy bohatera (reliefy Aszurnasirpala II z Nimrud). Na stronie 110 zamieszczono ilustrację fragmentu Steli Bankietowej Aszurnasirpala II i błędnie podpisano ją jako zabytek Adadnirari III z Tall-ar-Rimah. Podział na dziesięć funkcji władcy jakie zaprezentował autor, czasami sprawiał wrażenie trochę sztucznego. Niektóre aspekty (np. król budowniczy i król architekt), można by było potraktować wspólnie w jednym punkcie. Szkoda, iż nie zajęto się urzędnikami wyższego szczebla. Są oni dobrze udokumentowani (np. w okresie nowoasyryjskim) i odgrywali ważną rolę w życiu publicznym Imperium.
W leksykonie nie mogło zabraknąć części poświęconej sferze sacrum. Znajdziemy ją w rozdziale „Bóstwa i religia”. Bardziej szczegółowo przyjrzano się tylko trzem bogom (Enki/Ea, Szamasz/Utu, Dumuzi) oraz jednej bogini (Isztar/Inanna). W formie skróconej wymieniono kompetencje i tytuły personelu świątynnego. Los człowieka wraz z rolą wiernego opisano na podstawie mitu „Enki i Ninmanh” oraz zobrazowano figurkami adorantów z Esznunny. Natrafiamy także na informacje o demonach (np. Pazuzu – demon złych wiatrów) i duchach opiekuńczych. Dowiadujemy się o znaczeniu tych pierwszych w zaćmieniach księżyca. Drugą grupę zilustrowały lamassu („strażnicy bram”) z pałaców asyryjskich, które później zaadaptowane zostały w Persepolis (Brama Wszystkich Ludów). Ciekawym przykładem przedmiotów, które pełniły funkcje apotropaiczne są figurki psów składane jako depozyty fundacyjne w Pałacu Północnym Aszubanipala w Niniwie. Dwa ostatnie zagadnienia, którymi autor zajął się w rozdziale to rytuały ofiarne i uroczystości religijne - główne etapy święta Nowego Roku w Babilonie. Obrzędy podzielono na te, które związane były z określoną porą roku i na takie, które miały charakter czysto okazjonalny. Porównano oraz wydobyto różnice w przedstawieniach sceny prezentacji na pieczęciach cylindrycznych z okresu starobabilońskiego i renesansu sumeryjskiego.
Jednym z lepszych rozdziałów w książce, to ten zatytułowany „Życie codzienne”. Trzeba zaznaczyć, iż chodzi tutaj bardziej o życie elit społecznych tamtego obszaru, a nie przeciętnego obywatela starożytnego Międzyrzecza. Jeśli mówimy o biżuterii, która „(…) odgrywała ważną rolę w życiu mieszkańców Mezopotamii.”(s.219), autor powinien zaznaczyć, iż dotyczyło to tylko wąskiej grupy ludzi uprzywilejowanych – najbogatszych. W oparciu o zabytki takie jak: m.in. przedmioty z nekropolii królewskiej z Ur (hełm Meskalamduga, tzw. „sztandar z Ur”), czy posągi ważnych postaci (np. gubernatora Mari – Puzur-Isztara), pokazano królewską ucztę, której towarzyszyła muzyka i taniec; elementy ubioru, a także style uczesania. Z kolei kilka podpunktów (administracja, transport, rzemiosło, handel) traktuje o mechanizmach działania starożytnych państw i ich gospodarki. Tabelki (jednostki miar, różne formy znaków pisma klinowego) oraz mapy (rozprzestrzenienie występowania poszczególnych systemów wagowych, główne szlaki handlowe III tysiąclecia p.n.e.), nadają pewnej przejrzystości rozpatrywanym tutaj tematom. W tym miejscu chciałbym zatrzymać się jeszcze przy problematyce wojny, która znalazła się w omawianym rozdziale. Autor zamieścił kilka reliefów z przedstawieniami kampanii wojennych władców asyryjskich, ograniczając się tylko do ich opisu. Odczuwa się pewien niedosyt, związany z brakiem informacji o rodzaju uzbrojenia, logistyce armii i stopniowej ewolucji taktyki wojennej, która jest uchwytna również w źródłach pisanych - roczniki królewskie, raporty w formie listów do boga.
„Świat zmarłych” obejmuje zwyczaje pogrzebowe wraz z wizjami życia po śmierci. Przykładami królewskich pochówków są groby na nekropolii w Ur, z kolei okres późniejszy reprezentują trzy grobowce królowych z Nimrud. Sięgnięto nawet do czasów prehistorycznych, wymieniając słynną grotę Szanidar w Kurdystanie irackim z pochówkami szkieletowymi datowanymi na ok. 48-44 tys. lat p.n.e. (s. 269). Nie dopowiedziano jednak, iż chodzi o pochówek człowieka neandertalskiego z prawdopodobnymi śladami ceremonii pogrzebowej (grób 4, tzw. „flower burial”). To ważne stanowisko archeologiczne jest zupełnie oderwane od kontekstu kulturowego, czy chronologicznego i według mnie niepotrzebnie znalazło się w tej książce. Podobnie ma się rzecz z opisem czaszki z Jerycha (s.271).
W ostatniej części leksykonu omówiono ośrodki miejskie: Uruk, Nippur, Ur, Aszur, Kalchu, Durszarrukin, Niniwa, Babilon. Umieszczono plany topograficzne, rekonstrukcje świątyń i zdjęcia lotnicze, które w sposób przystępny ukazują czytelnikowi dane miasto.
Pracę zamykają aneksy. Zawierają one: - mapy i tablice chronologiczne (z pracy Mario Liveraniego Antico Oriente: storia, socjetà, economia), - niewielki indeks ogólny, - spis muzeów (wśród ośmiu nie uwzględniono przykładowo Metropolitan Museum of Art w Nowym Yorku), - podstawową bibliografię przedmiotu. Wskazane byłoby zamieszczenie osobnego słowniczka, który gromadziłby terminy akadyjskie i ich tłumaczenie w jednym miejscu.
Wystawienie oceny nie należy do zadania łatwego. Pojawienie się tej publikacji na naszym rynku wydawniczym jest czymś pozytywnym, biorąc pod uwagę ciągły deficyt takich tytułów w Polsce. Książka Enrico Ascalone jest pozycją dobrą, ale nie wybitną. Hasła zostały poprawnie dobrane, jednak często brakuje spójności trzech elementów – tekstu, ilustracji i map. Sama zaś treść w kilku miejscach ma zbyt ogólny charakter. Jest to dla mnie największy mankament. Obok części opracowanych bardzo kompetentnie, niestety spotykamy również partie, które odbiegają poziomem od nowoczesnego kompendium wiedzy. Porównując z już nieco starszą książką cenionego brytyjskiego archeologa Michaela Roaf’a - Cultural Atlas of Mesopotamia and The Ancient Near East (wydany w Polsce w 1998 roku), recenzowany leksykon włoskiego uczonego wypada słabiej.
źródło: http://www.historia.org.pl/index.php/recenzje/recenzje/prehistoria-i-staroytno/2424-mezopotamia-e-ascalone-recenzja.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)